Archiwum

Tag Archives: społeczeństwo

Mizoginia to w powszechnym rozumieniu niechęć mężczyzn do kobiet. Jak podaje Wikipedia ” Mizoginia lub mizoginizm (grec. μῖσος, misos – nienawiść, γυνή, gyne – kobieta) – nienawiść albo silne uprzedzenie w stosunku do płci żeńskiej”. Mizogin to niekoniecznie mężczyzna który głośno wyraża swoją niechęć do płci przeciwnej lub jej unika. Często posiada on żonę i nawet córki. Mizogin to osobnik który uważa, że kobietom przypadają określone, bazujące na stereotypach role i obowiązki. Mizogin uwielbia uogólnienia. Nie odnosi się on do konkretnej kobiety ale do kobiet w ogóle. Na ten temat można by napisać obszerny post i kiedyś pewnie to zrobię. Nie o męskim mizoginiźmie jednak chciałam dzisiaj.

Jakiś czas temu zaobserwowałam pewne niepokojące zjawisko. Kobiecy mizoginizm. Kobieta która z pogardą lub brakiem zaufania odnosi się do przedstawicielek własnej płci. Świadomie lub nie. Przykład z życia – kilka tygodni temu mój szef został przeniesiony do innego oddziału firmy. Ponieważ wciąż nie wiadomo, kto pojawi się na jego miejsce, jakiś czas temu z koleżanka z którą dzielę biuro zaczęłyśmy gdybać na temat ewentualnych kandydatur.
W pewnym momencie ta właśnie koleżanka (która sama jest na kierowniczym stanowisku) rzuciła „mam nadzieję że nie dostaniemy szefa kobiety”. Zapytałam ją skąd ten komentarz. Odpowiedziała że „wiesz jakie kobiety potrafią być”. Nie wiedziałam. Powiedziałam jej że sama jest kobietą. Nie umiała tego uzasadnić, wspomniała coś o nastrojach i że wolałaby mieć za szefa mężczyznę. Zapytałam czy mężczyzna nie może być humorzasty i być plotkarzem jak na przykład G. (pracujemy z takim właśnie „kolegą”, notabene również na kierowniczym stanowisku). Odpowiedziała ze owszem, może. Na koniec przyznała mi rację, bez przekonania jednak; pobiła ją po prostu siła argumentów i konkretnych przykładów jakie jej podałam. Problem w tym, że koleżanka nie odniosła się w swoim komentarzu do konkretnej kobiety, np. „nie chcę Anny za szefa bo jest porywcza i strasznie plotkuje”. Oparła swoją wypowiedz na stereotypach które są w niej głęboko zakorzenione. Koleżanka ta jest z wykształcenia psychologiem i inteligentną kobietą i wydawałoby się że jest bardziej świadoma procesów myślowych jakie w niej zachodzą. A tu zaskoczenie.

Tego typu sytuacje można mnożyć. Matki powątpiewające w umiejętności swoich córek (mama koleżanki po jej rozstaniu z facetem – „no ale jak ty tak sama sobie teraz poradzisz”), kobiety powątpiewające w swoją własną siłę i prawa. Czy macie podobne doświadczenia lub obserwacje?

Kasia

Reklamy

humans of new york

Humans of New York to popularna strona internetowa, prowadzona przez Brandona.  Po tym, jak stracił pracę, postanowił przenieść się do Nowego Jorku i robić portrety obcych ludzi na ulicy. Jego mama nie była zbyt zadowolona z tej decyzji, ale z czasem okazało się to dobrą inicjatywą. Nie tylko wykonał tysiące portretów, opisał kilkadziesiąc (może już kilkaset?) historii, ale poznał wspaniałych ludzi.

Dla mnie to kolejny przykład odwagi. Ile razy każde z nas miało w głowie pomysł, który może nie miał zapisanego w sobie biznesplanu, sposoby na zarabianie, a był po prostu „projektem-ja”? Mam na myśli coś, co chcielibyśmy zrobić z serca, z odruchu. Czujemy przypływ motywacji, widzimy oczami wyobraźni wspaniałość naszej idei. Lecz mija dzień, może nawet dzielimy się pomysłem z kilkoma osobami i nasza energia gdzieś ucieka, a w jej miejsce przypływają pytania typu  „NO ALE…” (…kto to będzie czytał? …komu się to spodoba? …co ja z tego będe miał? …przecież na tym nie zarobię. …przecież się na tym nie znam …musiałbym znaleźć kogoś do pomocy. itp. itd.). Ile razy to przerabiałeś/aś?

Myślę sobie, że czasami po prostu warto dać się ponieść. Sama należę do osób, którym wpadają średnio 3 wspaniałomyślne pomysły do głowy w ciągu dnia. Jak szybko przypływają, tak szybko odchodzą. Od kilku miesięcy jednak czuję się inaczej, coś we mnie wzbiera i czuję coraz większą potrzebę realizowania swojego własnego poletka. Nawet jeśli coś ma być tylko (lub aż!) Twoją pasją, nie dającą złotówek, z czasem może okazać się to najlepszym krokiem w Twojej przyszłej karierze zawodowej. Nigdy nie wiesz kto Cię może zauważyć. Kto może potrzebować takiego kogoś jak Ty. Lub jak potoczą się Twoje historie. Myślę, że grunt to po prostu zacząć TO robić. To o czym myślisz, skupić się na tym i nie myśleć o cyferkach. Czy satysfakcja zrealizowania własnego projektu (czymkolwiek by nie był) nie jest wystarczającą satysfakcją? Nawet jeśli nie wyszło perfekcyjnie, w obecnych czasach warto pokazać to ludziom. Doszkalać. Zbierać opinie. Poznawać ludzi, którzy robią coś podobnego. Inspirować się nimi i inspirować innych.

Rozpisałam się, a miało być o Humans of New York. Choć ta inicjatywa jest tylko pretekstem do głębszych rozważań. Osobiście wpadłam na tę stronę na Facebooku (link). Jednak inicjatywa powstała od strony www i doczekała się nawet drukowanej publikacji w postaci książki (do kupienia tutaj). Krótko mówiąc uważam, że Brandon wykonuje kawał wspaniałej roboty. Wolę załączyć jego stronę, poczytać inspirujące historie zwykłych ludzi, których mijamy (mijałabym, gdybym mieszkała w NY). Lepsze niż Pudel ;) A na pewno więcej z tego wyniesiecie.

Inne miasta również doczekały się swojego ‚Humans of’. I tak na Facebooku pooglądać możemy Humans of Paris, Humans of Rome, Humans of India, Humans of Amsterdam, Humans of London (szkoda, że tak słabo aktualizowane, w porównaniu do Humans of NY, który ma kilka postów dziennie, Humans of London to martwy profil). Nie mogę doczekać się krakowskiego odpowiednika (wymowna aluzja do Mad, just do it bejb!).

Ponieważ wpisów na Humand of NY jest tak wiele, że postanowiłam wybrać najciekawsze (subiektywnie) tylko z tego roku (styczeń/luty). Z polskim tłumaczeniem. Kto nie widział, nie wie, nie zna, niech czyta i dzieli się przemyśleniami :)

Miłego tygodnia Humans of wherever you are.

para

"On zawsze robi 'małe rzeczy (red. sprawia małe przyjemności)."
"Na przykład jakie?"
"Usłyszał jak mówiłam, że chcę sprawdzić ten sklep z antykami. 
Na Walentynki, poszedł tam i znalazł kolekcję starych pocztówek vintage. 
Znalazł jedną z 1920 roku, która akurat miała ręcznie napisane 
życzenia walentynkowe. 
I kupił ją dla mnie."
"He's always doing small things."
"What's an example of a small thing?"
"He heard me say that I wanted to check out this antique store. 
So for Valentine's Day, he went there and 
found out that they had a collection of old,vintage postcards. 
He discovered one from 
the 1920's that actually had a handwritten 
Valentine's Day note. And he got it for me."

man

"Moja żona opuściła mnie i wyjechała do Georgii"
"Dlaczego to zrobiła?"
"Po prostu oddaliliśmy się od siebie. Mogę polecić zawieranie małżeństwa 
tak późno, jak tylko możecie. 
Wzięliśmy ślub ponieważ mieliśmy dziecko. 
Wtedy oboje bardzo się zmieniliśmy, gdyż każde z nas musiało się jeszcze 
rozwinąć. 
Powinieneś dać sobie wiele czasu by się rozwijać, by dojrzeć 
[dosłownie: by 'wzrosnąć'] przed zawarciem związku 
małżeńskiego". 

***
"My wife left me and went to Georgia."  
"Why'd she leave you?"  
"We'd just grown apart. 
I'd recommend getting married as late as you can. 
We got married because we had a baby. 
Then we both changed a lot, because both of us still had a 
lot of growing left to do. You should give yourself plenty of time to grow
 before getting married."

cancer

"Miał raka sześć razy. Pokonał raka sześć razy."
"Had cancer six times. Beat cancer six times."

enjoy

"Nigdy nie traktowałem tego jako pisanie scenariuszy. 
Próbowałem robić to co kochałem i nie udało się. Ale najważniejszą rzeczą 
jest to, że odnalazłem powody do lubienia każdej pracy, 
którą wykonywałem od tamtej pory. 
Mój przyjaciel popełnił niedawno samobójstwo. Rozciął sobie żyły w wannie.
 Wiesz co mi raz powiedział? 
Rzekł: 'Zazdroszczę ci bo potrafisz znaleźć powód 
by cieszyć się każdą wybraną przez siebie czynnością.'"
"I never made it as a screenwriter. 
I tried to do what I loved 
and I failed. 
But the important thing is, 
I've found reasons to like every job I've done since then. 
I had a friend who committed suicide recently. 
He opened up 
his wrists in a bathtub. 
You know what he said to me once? 
He said: 'I'm jealous of you because 
you can find a reason 
to enjoy anything you choose to do."

girl

"Próbuję dowiedzieć się czym są moje marzenia."
"I'm trying to figure out what my dreams are."

bab

"Mam około osiemdziesiąt lat. Nie mam zamiaru mówić ile dokładnie mam lat, 
bo moi znajomi mogą to zobaczyć. 
Ale ważną rzeczą jest to, aby się ruszać! 
Właśnie wracam z Carnegie Hall (red. miejsce koncertowo-eventowe), 
wczoraj przepłynęłam ćwierć mili. 
Ale to jest nic. 
Dwa lata temu byłam w Syrri gdy Egipt był wysadzany w powietrze."
"I'm around eighty years old. I'm not going to say 
exactly how old because my friends 
might see this. But the important thing 
is to keep moving! I just got back from 
Carnegie Hall, and yesterday I swam a quarter 
mile. But that's nothing. Two years ago I was in 
Syria when Egypt blew up."

universe

"Bez względu na to co sądzisz o religii, zapewnia to przestrzeń 
do refleksji nad tym, jak mali jesteśmy. 
Obecnie ta religia jest coraz bardziej wycofywana 
ze społeczeństwo, 
ludzie muszą wziąć na siebie kwestię 
refleksji nad miejscem ludzkości we wszechświecie. 
Nawet jeśli to oznacza tylko 'odzoomowanie' (oddalanie) 
na Google Maps, dopóki stajesz się coraz mniejszy,
 i mniejszy, i mniejszy..."
"Regardless of what you think about religion,
 it provides a space for people to reflect 
on how small we are. Now that religion is being 
increasingly phased out of society, people have to 
take it upon themselves to reflect on humanity's 
place in the universe. Even if that just means zooming 
out on Google Maps, until you get smaller, 
and smaller, and smaller."

guy


"Uciekłem do Kalifornii na tydzień bez mówienia nikomu. 
Chciałem oczyścić się ze wszystkiego, 
by zobaczyć czy mogę przepracować pewne rzeczy 
w swojej głowie. Ale to stworzyło jeszcze więcej 
problemów. Nauczyłem się, że nie działa 
to w ten sposób."
"Co masz na myśli?"
"To, że jeśli nie jesteś w stanie rozwiązać 
swoich problemów w obecnych okolicznościach, 
prawdopodobnie ucieczka ci w tym nie pomoże."

"I ran away to California for a week without 
telling anyone. I wanted to remove myself 
from everything, to see if I could work out some
 things in my head. But it actually created more problems. 
I learned it doesn't really work that way."
 "How do you mean?"
 "Just that if you can't figure out your problems
 in your present circumstances, you're 
probably not going to figure them out by 
running away from them."

man

"Staram się sprawiać, by miłość w mojej rodzinie ciągnie trwała."
"W jaki sposób?"
"Miłość jest kruchą rzeczą. Rozpłynie się, więc musisz odtwarzać ją 
każdego dnia. Codziennie musisz dawać powody swojej kobiecie by cię 
kochała."


"I'm trying to keep the love going in my family."

"How do you keep love going?"
 "Love is a fragile thing. 
It will dissolve, 
so you have to recreate it everyday. 
Everyday you have to give your woman a new 
reason to love you."
"Kiedy umierał, powiedziałam: 'Moe, jak mam żyć bez ciebie?' Odpowiedział:
 'Weź tą miłość, którą czujesz do mnie i roztaczaj dookoła."
"Nie było go przez cztery lata podczas wojny. 
Kiedy pisał do mnie listy, nigdy nie pozwalano 
mu mówić mu gdzie był. Więc rysował ilustracje,
 które pomagały mi się domyślać."
"When he was dying, I said: 'Moe, how am I going 
to live without you?' He answered: 'Take the love 
you have for me, and spread it around."
"He was away for almost four years during the war. 
When he wrote me letters, he was never allowed to 
tell me where he was. So he'd draw cartoons to
 help me guess."

ny

"Jestem aktorem."
"Jak bycie aktorem różniło się od twoich 
pierwszych oczekiwań?"
"Myślę, że każdy decyduje o zostaniu aktorem z miłości. 
Ale gdy to staje się twoją pracą, chodzi o 
dostosowanie się, bo nagle stajesz do rywalizacji o
 utrzymanie z innymi. Niektórzy ludzie nie potrafią 
'tego udźwignąć. Miałem dość szczęścia, 
by mieć pracę przez całe życie. 
Ale widziałem mnóstwo utalentowanych ludzi, 
którzy nie mieli tyle szczęścia."
"Więc co różni cię od utalentowanych, którzy nie
 byli w stanie znaleźć pracy?"
"Zawsze byłem bardzo zmotywowany 
(red. dosłownie 'napędzony'). 
Widziałem porażki wielu zdolnych ludzi, 
bo oni nie byli zmotywowani, by osiągnąć sukces. 
W szkole byli w stanie wygrać rolę ze względu 
na swój talent. Ale osiągasz moment, 
w których talent sam w sobie nie wystarcza do rywalizacji. 
Ponieważ w miarę postępów, 
jesteś w stanie działać przeciwko ludziom, którzy są zarówno uzdolnieni, 
jak i zmotywowani".

"I'm an actor."
 "How has being an actor differed from your 
initial expectations?"
 "Well, I think everyone decides to become 
an actor from a place of love. 
But when it becomes your job, there's an adjustment, 
because suddenly you are in competition
 with other people for your livelihood. 
And some people can't handle it.
 I've been lucky enough to find work my entire life.
 But I've seen a lot of talented people who weren't so lucky."
 "So what separates you from the talented people who weren't able to find work?"
 "I've always been very driven. 
I've seen many talented people fail because they aren't driven. In school, 
they were able to win roles because of their talent.
 But you reach a point where talent isn't enough to compete.
 Because as you progress, 
you're eventually going to run up against people who are both talented and driven."

Więcej o pracy Brandona:

Humans of New York from Facebook Stories on Vimeo.

Aga

Od dłuższego czasu zastanawia mnie temat ‘etykietek’, za pomocą których ludzie podpinają innych pod pewne kategorie. Jakiś czas temu moja Przyjaciółka wyszła za mąż
i jak zwykle kiedy jestem w Polsce spotkałyśmy się na kolację. W pewnym momencie powiedziała, że przed naszym spotkaniem jej mama niby w żartach rzuciła ‘No ale mężatce nie wypada włóczyć się po knajpach’. Pozwolę sobie dodać że Mama mojej Przyjaciółki jest naprawdę świetną, otwartą babką i jestem pewna, że powiedziała to nie do końca serio. Ale jednak.
Przykład drugi. Podczas którejś z moich wizyt w Polsce opowiadałam komuś z dalszej rodziny, że właśnie jadę się spotkać na wino i pizzę ze znajomą która ma małe dziecko. Zaskoczenie było ogromne – jak to – ma dziecko i wychodzi spotkać się ze mną? Moje wyjaśnienia, że przecież ma męża, który po pierwsze chętnie zaopiekuje się maluchem przez parę godzin, a po drugie cieszy się że jego żona ma swoje życie i znajomych zostały przyjęte ze zdziwieniem.
Zauważyłam, że ludzie często ‘wrzucają’ innych do pewnego worka – kategorii i oczekują, że ta osoba w tym ‘worku’ pozostanie. Powyższe przykłady są dość proste i wzięte z codziennych obserwacji, ale myślę że dość dobrze ilustrują to o czym mówię. Zauważyłam że w Polsce istnieje pewna niepisana presja, by raczej z pewnych kategorii nie wychodzić. Jeśli jest się żoną, nagle można przestać funkcjonować w innych rolach społecznych, na przykład koleżanki. Jeśli kobieta staje się matką, często jest usprawiedliwiona, by przestać funkcjonować nawet w kategorii partnerki swojego męża. Nie mówiąc nawet o roli pracownicy, osoby która ma zainteresowania itp. Z pewnością w grę wchodzi tu stereotyp ‘Matki Polki’ ale myślę, że to nie wszystko. Zaliczenie kogoś to jakiejś kategorii zwalnia nas z obowiązku dalszego myślenia, analizy. Mamy kogoś ‘z głowy’, oto przykleiliśmy jemu lub jej etykietkę i nie musimy się więcej nad tym zastanawiać. Okazuje się jednak że ten typ myślenia leży w naszej naturze. Przypomina mi się pewna dyskusja z zajęć z teorii kultury i antropologii. Nasz mózg automatycznie klasyfikuje różne zjawiska i ‘odkłada’ je do specjalnych ‘przegródek’ – w ten sposób nie musimy się nad konkretną rzeczą dłużej zastanawiać i możemy zająć się czymś innym. Sama się na tym łapię. Sztuka polega na tym by sobie to uświadomić i starać nad tym popracować. Wtedy unikniemy generalizowania które ogranicza nasze myślenie i nie pozwala nam widzieć sytuacji w wielu wymiarach.

Kasia

Żyjemy w świecie skrajności. A może powinnam raczej napisać „zamykamy się w świecie skrajności”. Począwszy od wymagań jakie sobie stawiamy, poprzez poglądy jakie przyjmujemy, pracę, naukę, miłość, aż po religię, politykę i styl życia.

Nie potrafimy złapać równowagi, zdrowych proporcji, zorganizować swojego życia tak, aby znalazło się w nim miejsce na wszystko, czego potrzebujemy. Gdy łapiemy się pracy to zarzynamy się do późnych godzin nocnych, byleby zadowolić naszego chlebodawcę i zasłużyć w jego oczach na awans. W domu myślimy o pracy, w pracy myślimy o pracy, w nocy śnimy o pracy. Po dwóch latach nienawidzimy jej i siebie za to, że utknęliśmy w niej po same uszy i że inna część naszego życia – tak ważna kiedyś – już nie istnieje. Usprawiedliwiamy to pracoholizmem – cechą charakteru pokolenia nowej generacji.
Do późnych lat swej młodości pozostajemy „singlami”, niekoniecznie z wyboru, raczej z braku odpowiedniego kandydata na miano drugiej połówki. Jeśli na taką trafiamy, rzucamy wszystko co do tej pory kochaliśmy i robiliśmy bo oto jest – ta nasza jedyna długo wyczekiwana miłość. Po jakimś czasie z miłości graniczącej z ubóstwieniem rodzi się nienawiść. Jak kochamy to na zabój, jak nienawidzimy to na śmierć. Zranieni postanawiamy już nigdy nikomu nie zaufać bo przecież kobiety/mężczyźni (niepotrzebne skreślić) okazali się zwykłymi szujami, którzy wykorzystali nasze uczucia. Aż do następnej tej jedynej miłości, jeśli nie wyciągnęliśmy z tego żadnej lekcji, scenariusz się powtarza. Skrajność goni skrajność.
Jesteśmy rozproszeni i wciąż odkładamy wszystko na później. Nie mamy na nic czasu, a jeśli udaje nam się zmobilizować do realizacji swojego od dawna już odkładanego postanowienia – poświęcamy mu całą uwagę – przez całe 2 następne dni. Na dłużej nie starcza nam samozaparcia. Po tym czasie postanowienie znowu ląduje w kącie z nadzieją na lepsze dni.
Szybko się wypalamy, nie możemy znaleźć odpowiednich proporcji w życiu. Gonimy, biegniemy od jednego pomysłu do drugiego, żadnego nie realizując. Tak przemyka nam 5, 10 i następne 15 lat. Słomiany zapał. Interesuje nas wszystko i nic zarazem. Królowie narzekania ułomni w działaniu.
Polityka – to dopiero teatr skrajności. Nie ma mowy o żadnym dialogu, koalicja, opozycja i dwa odmienne, skrajne poglądy na wszystko. W żadnej sprawie nie ma szansy na konsensus, racjonalny wybór.
Społeczeństwo zmienia się na naszych oczach, a my sami jesteśmy jego częścią. Jesteśmy bombardowani gotowymi rozwiązaniami podsuwanymi pod nos, jednorazowymi pomysłami, które nie pozwalają nam się wykazać. Jeśli sami nie zdecydujemy się na świadomy wybór, polegniemy, popłyniemy z falą nijakości, odbijani od skrajności jak od skał.
 
Niedawno czytałam wypowiedź projektantki Zuzanny Górskiej, która posiada własną firmę, dwoje dzieci, męża. Proszona była wielokrotnie o wywiady, skupiające się wokół pytania „na czym polega Twój sukces? Jak Ci się to udało, jak TO osiągnęłaś?”. Zuzia na swoim blogu pisze o tym, że zaczęła zastanawiać się – za jej wielki sukces osobisty i zawodowy jest fakt posiadania rodziny, własnego domu i firmy… a czy to nie powinno być standardem? Możliwość posiadania, domu, rodziny, firmy. Polecam notkę Zuzi, bo trafiła w sedno. Tak – w naszym kraju, jeśli komuś udało się osiągnąć to wszystko, musi to być oznaką niezwykłego sukcesu lub blefu, mistyfikacji, udawania. Nie wiem czy jest to przypadłość naszego kraju czy bardziej naszych czasów, ale pokrywa się to z tym o czym piszę. Nie potrafimy się skupić na kilku rzeczach jednocześnie i zachować zdrowych proporcji. Albo mamy szczęśliwą rodzinę albo wysokie stanowisko/własną firmę. A jeśli do tego jesteś kobietą, coś musi być z Tobą nie tak, że udają Ci się obie rzeczy na raz.
Skupienia – tego życzę sobie i wszystkim. Prawdziwego skupienia pozbawionego skrajności i zacietrzewienia. Równowagi w dążeniu do swoich marzeń i planów.
Agnieszka

No i jestem. Zaczynam swój projekt, który mam nadzieję – uda mi się sukcesywnie realizować i nie poddać się. Od dawna chodziła za mną myśl utworzenia swojego miejsca w tym gąszczu w s z y s t k i e g o [czyt. Internetu]. Z kilkukrotnymi podejściami na koncie, szybko moja motywacja wystawiała do mnie środkowy palec, z różnych mniej lub bardziej niewyjaśnionych powodów. Sytuacje, w których inspirujące, „cudowne i kreatywne pomysły” zaprzątały moją głowę, a nie mogłam ich zrealizować (czyli takie w których: A) nie mam pod ręką nic do ich zanotowania, B) muszę skupić się na innych ważnych rzeczach [praca, nauka], C) terminy do pracy mnie gonią D) zaraz przed zaśnięciem, prawie w półśnie, walcząc z myślami – „dobrze byłoby wstać i zanotować ten pomysł, jutro pewnie zmyje się z resztkami snów… a tam, zapamiętam go!”, rano szczęśliwa i nieświadoma, z pustką w pamięci wiem tylko, że „coś miałam zapamiętać…”).

Czasami poddawałam się jeszcze w przedbiegach bo myśli takie nieuporządkowane, chaotyczne, a przede wszystkim w liczbie (zbyt) mnogiej. W rezultacie moje twórcze podejścia kończyły się fiaskiem i niezdecydowaniem co do spójnej tematyki bloga.

Ale po fali negatywnych myśli nadchodzi fala tych bardziej optymistycznych i ogromna potrzeba własnego miejsca takie jak to. Będzie więc różnorodnie tematycznie. Głównym motywem przejawiającym się we wpisach będą wnętrza – z miłości do nich, niespełnionych zawodowych ciągot. Podróże – z fascynacji i ciekawości Świata. Sztuka, fotografia – bo obserwuję i sama od czasu do czasu sięgnę po aparat, ołówek, pędzel, tusz i inne gadżety. Media, reklama, PR – bo ich kształt jest lustrem społeczeństwa, bo jestem w to mocno wsiąknięta przez pracę. Obserwacje świata, ludzi, społeczeństwa i różnych absurdów z tym związanych – gdyż pewnych rzeczy zrozumieć nie potrafię, a wrodzona chęć do obserwacji i analizowania (+ być może wykształcenie socjologiczne) nie pozwalają mi przejść koło tego obojętnie.

PS: a poza tym, kto powiedział, że mój blog musi być „spójny”!

Habibi Adventures

Adventurous life of an international family

creativita

żyj kreatywnie | pracuj online & podróżuj | rozwijaj swój biznes online

Sparc media

REKLAMA ONLINE, RTB, PROGRAMMATIC BUYING

aga moleda

sketchbook

kobieta pracująca

czyli życie codzienne kobiety torontońskiej na początku XXIw.

Freshome.com

Interior design ideas, home decorating photos and pictures, home design, and contemporary world architecture new for your inspiration.

Love in the City of Lights

memoirs, musings and travels of a hopeful romantic in Paris