Archiwum

Tag Archives: rodzina

Gdy byłam małym dzieckiem nigdy nie pojmowałam powiedzenia „z rodziną najlepiej wychodzi się na zdjęciach”. Nie wiedziałam o co im chodzi. Im – czyli dorosłym, którzy zwykli tak mawiać. Teraz, gdy dorosłam, niestety już wiem.

Ścieżki rodzinne lubią się komplikować. Szczerze zazdroszczę rodzinom, które licznie biesiadują z byle okazji, odwiedzają się bez zapowiedzi, nie obrabiają sobie tyłków za plecami z byle powodu i nie przestają ze sobą rozmawiać z  powodu kilku metrów kwadratowych działki/mieszkania/domu. Z biegiem lat więzi rodzinne bardzo często samoistnie lub z pomocą członków rozchodzą się. Zostają te najbliższe i najbardziej biologiczne. Nie chcę generalizować, ale nie oszukujmy się, w większości przypadków tak właśnie jest. Jeśli w rodzinie są dzieci, liczba wujków, cioć, kuzynostwa, które chce popatrzeć na małe niczego jeszcze nieświadome ślipia się zwiększa. Ale niech no tylko z gniazda rodzinnego wybędą pociechy, liczba więzów rodzinnych radykalnie spada.

Jakiś czas temu zagaiłam do jednego osobnika z dość bliskiej zresztą rodziny, z którym kontakt pod wpływem różnych dziwnych rodzinnych zawirowań umarł. Zresztą nie tylko rodzinnych – znamy tę historię: wkracza przyszła żona i separuje osobnika od reszty rodziny. Klasyk godny pożałowania. Do tego dochodzą jeszcze inne rodzinne spiny i z tą częścią rodziny możemy się pożegnać. Wracając jednak do wątku – jako, że współczesne formy komunikacji pozwalają na łatwiejsze przełamanie lodów, postanowiłam wyciągnąć rękę. Dodałam jeszcze, że właściwie żałuję, że tak wszystko się potoczyło i że kontakty rodzinne sprowadzają się do prozaicznego „- co słychać? – Dziękuję, u nas dobrze, pozdrawiamy.” raz na kilka lat, podczas gdy nie dalej jak 10-15 lat temu hasaliśmy beztrosko po babcinym podwórzu deklarując sobie wieczną przyjaźń. W odpowiedzi otrzymałam patetyczne oznajmienie, że tak to już bywa, że „wiatr życia porwie nas w różne strony, każdy ciągnie w swoje przeznaczenie, ale i tak wszyscy spotkamy się finalnie w jednym miejscu”. Pierwsza moja myśl: Seriously?! Nie próbowałam dyskutować, bo wiem, że to bezsensowne. Minęło wiele lat i każde z nas jest już inną osobą. Odpuszczam. Ale osobiście, nie godzę się na takie poddawanie się losowi. Nie wierzę w to, że nie mamy żadnego wpływu na nasze życie i wszystko co się dzieje to zapisane w gwiazdach zdarzenia, prowadzące nas w to samo miejsce. Mamy serię wyborów w danej sytuacji kreując swoją rzeczywistość w czasoprzestrzeni. Sami kreujemy te wybory. To tylko ode mnie zależy, czy za tydzień nie wsiądę w samolot do niego i nie polecę go opieprzyć, że nie zna życia [no dobra, tego bym nie zrobiła, ale mam taką możliwość, prawda?]. Tak samo ode mnie zależy jak będą wyglądały moje relacje z bliskimi, z rodziną. Oczywiście są serie zdarzeń, przeszkód, które sprawiają, że ciężko jest wykrztusić z siebie miłe słowa do drugiego człowieka, są sytuacje, które dzieją się poza naszą wolą, niezależnie od nas. Ale jednak – to, co z tym zrobimy zależy od nas. I od osób wokół.

Sądzę, że stwierdzenie „tak chciał los, tak nas powiało przeznaczenie” jest po prostu bzdurne. Wynika z lenistwa. Bo owszem, pewne sytuacje dzieją się poza nami, poza naszą wolą. Ale cała rzeczywistość to jeden wielki łańcuch akcji-reakcji. I ty możesz reagować. To, czy weźmiesz teraz do ręki słuchawkę telefonu i wykręcisz numer osoby, z którą nie rozmawiałeś od lat z powodu jakiegoś bzdurnego incydentu z przeszłości, zależy tylko i wyłącznie od Ciebie.

Aga

Reklamy

Od dłuższego czasu zastanawia mnie temat ‘etykietek’, za pomocą których ludzie podpinają innych pod pewne kategorie. Jakiś czas temu moja Przyjaciółka wyszła za mąż
i jak zwykle kiedy jestem w Polsce spotkałyśmy się na kolację. W pewnym momencie powiedziała, że przed naszym spotkaniem jej mama niby w żartach rzuciła ‘No ale mężatce nie wypada włóczyć się po knajpach’. Pozwolę sobie dodać że Mama mojej Przyjaciółki jest naprawdę świetną, otwartą babką i jestem pewna, że powiedziała to nie do końca serio. Ale jednak.
Przykład drugi. Podczas którejś z moich wizyt w Polsce opowiadałam komuś z dalszej rodziny, że właśnie jadę się spotkać na wino i pizzę ze znajomą która ma małe dziecko. Zaskoczenie było ogromne – jak to – ma dziecko i wychodzi spotkać się ze mną? Moje wyjaśnienia, że przecież ma męża, który po pierwsze chętnie zaopiekuje się maluchem przez parę godzin, a po drugie cieszy się że jego żona ma swoje życie i znajomych zostały przyjęte ze zdziwieniem.
Zauważyłam, że ludzie często ‘wrzucają’ innych do pewnego worka – kategorii i oczekują, że ta osoba w tym ‘worku’ pozostanie. Powyższe przykłady są dość proste i wzięte z codziennych obserwacji, ale myślę że dość dobrze ilustrują to o czym mówię. Zauważyłam że w Polsce istnieje pewna niepisana presja, by raczej z pewnych kategorii nie wychodzić. Jeśli jest się żoną, nagle można przestać funkcjonować w innych rolach społecznych, na przykład koleżanki. Jeśli kobieta staje się matką, często jest usprawiedliwiona, by przestać funkcjonować nawet w kategorii partnerki swojego męża. Nie mówiąc nawet o roli pracownicy, osoby która ma zainteresowania itp. Z pewnością w grę wchodzi tu stereotyp ‘Matki Polki’ ale myślę, że to nie wszystko. Zaliczenie kogoś to jakiejś kategorii zwalnia nas z obowiązku dalszego myślenia, analizy. Mamy kogoś ‘z głowy’, oto przykleiliśmy jemu lub jej etykietkę i nie musimy się więcej nad tym zastanawiać. Okazuje się jednak że ten typ myślenia leży w naszej naturze. Przypomina mi się pewna dyskusja z zajęć z teorii kultury i antropologii. Nasz mózg automatycznie klasyfikuje różne zjawiska i ‘odkłada’ je do specjalnych ‘przegródek’ – w ten sposób nie musimy się nad konkretną rzeczą dłużej zastanawiać i możemy zająć się czymś innym. Sama się na tym łapię. Sztuka polega na tym by sobie to uświadomić i starać nad tym popracować. Wtedy unikniemy generalizowania które ogranicza nasze myślenie i nie pozwala nam widzieć sytuacji w wielu wymiarach.

Kasia

Ilu z nas zadaje sobie regularnie pytanie :’Czy naprawdę tego chcę? Czy robię to bo czuję presję? Bo znajomi/rodzina/wiek’ itp., itd…
Od dziecka są nam wpajane wzorce zachowań, schematy myślenia, wyuczone reakcje, stereotypy. W wielu przypadkach również rodzice przenoszą na nas, często nieświadomie, swoje własne oczekiwania i niespełnione plany. Wielokrotnie przez wiele lat podążamy drogą którą kiedyś wydawało nam się że podążać chcemy dopóki nie zdamy sobie sprawy że żyjemy zgodnie z czyimś, niekoniecznie własnym, planem. Wmawia nam się że życie składa się z tzw. deadlines, że przed 25 rokiem życia powinno się ukończyć studia i wiedzieć co się chce w życiu robić, popracować kilka lat a raczej ‘zrobić karierę’, a potem przed 30. koniecznie wyjść za mąż i urodzić dziecko. Jakże często słyszymy z ust bliższych lub dalszych znajomych słowa ‘ja przed 30 chcę mieć dwójkę dzieci’ albo gorzej, w formie ogólnej i narzucającej ‘kobieta/mężczyzna przed 30 powinna/powinien…’. Gotowy przepis na późniejsze dramaty w życiu i kryzys tożsamości.

Dlaczego za wszelką cenę większość z nas stara się dopasować do gotowych wzorców? Myślę że niewielu tak naprawdę chce się wyróżniać i wzbudzać ciekawość. W grę wchodzi również chęć zadowolenia rodziny, obawa że możemy zranić uczucia bliskich, boimy się odrzucenia. Tak naprawdę złymi lub wymuszonymi wyborami skrzywdzić możemy tylko siebie.

Powyższe kwestie zaczęły mnie nurtować jakieś 7 lat temu po przeprowadzce z Polski do Londynu. Nie chodzi o to że jako osoba wyjęta z kontekstu polskości czuję się upoważniona by krytykować kraj. Bynajmniej. Wydaje mi się jednak że te 7 lat w mieście które słynie z poszanowania wolności osobistej i tolerancji dla inności pozwoliły mi spojrzeć na Polskę jako państwo w sumie dość absurdalne i…egzotyczne. Wielu moich polskich znajomych narzeka na polską mentalność a mimo to za wszelką cenę stara się dostosować do specyficznych wzorców i nakazów. Błędne koło. Przykłady można mnożyć – niewierzący biorą śluby kościelne (‘dla rodziny’), osoby gardzące instytucją małżeństwa decydują się wziąć ślub, ateiści wysyłają swoje dzieci na lekcje religii. Zazwyczaj osoby te, zapytane o powody takowego postępowania odpowiadają mniej więcej tak samo – w Polsce inaczej nie można, Polska nie jest krajem tolerancyjnym, zrobimy tak ale i tak myślimy sobie swoje, nikt nie musi o tym wiedzieć. Tylko po co robić coś w co kompletnie nie wierzymy i z czym się nie identyfikujemy? Czy nie jest tak że w dużej mierze wydaje nam się że będziemy za pewne zachowanie ‘potępieni’ przez otoczenie, choć tak naprawdę nikt dłużej by się nad tym nie zastanawiał?

Wręcz przeciwnie, pokazujemy wtedy że można być troszkę innym i nie wszyscy musimy dokonywać takich samych wyborów. Do niedawna wydawało mi się że rozumiem znajomych którzy na przykład prywatnie przyznają się do ateizmu ale chodzą do kościoła od czasu do czasu, szczególnie w święta, bo rodzina, bo sąsiedzi. Mimo że sama jako pasjonatka darwinizmu i teorii ewolucji otwarcie przyznaję się do ateizmu i uważam że byłoby nie w porządku gdybym chodziła do kościoła właśnie tylko w święta, ‘dla fajnej atmosfery’. Otóż rozmawiałam z koleżanką która obecnie również mieszka w Londynie ale wychowała się w Polsce -jako ateistka, córka i wnuczka ateistów. W małym miasteczku. Jak na Polskę – bardzo rzadkie. Oczywiście miałam do niej mnóstwo pytań, szczególnie o kwestie dyskryminacji. Była co najmniej zdziwiona. Mimo że ona i jej siostry nigdy nie chodziły na lekcje religii ani do kościoła oraz nie były ochrzczone, nigdy nie odczuły tego że są traktowane jako ‘inne’. Jej rodzice mieli przyjaciół wśród osób wierzących, podobnie jak one miały koleżanki chodzące na religię. Wybór jej rodziny był traktowany jako punkt widzenia, filozofia życia, coś co się szanuje i tyle.
Czy więc nie jest tak że robimy pewne rzeczy ze strachu i wyobrażamy sobie scenariusze sytuacji które prawdopodobnie nigdy nie dojdą do skutku a stają nam na drodze do bycia sobą i życia zgodnie z własnymi przekonaniami?

Kasia

Habibi Adventures

Adventurous life of an international family

creativita

żyj kreatywnie | pracuj online & podróżuj | rozwijaj swój biznes online

Sparc media

REKLAMA ONLINE, RTB, PROGRAMMATIC BUYING

aga moleda

sketchbook

kobieta pracująca

czyli życie codzienne kobiety torontońskiej na początku XXIw.

Freshome.com

Interior design ideas, home decorating photos and pictures, home design, and contemporary world architecture new for your inspiration.

Love in the City of Lights

memoirs, musings and travels of a hopeful romantic in Paris