Archiwum

Tag Archives: reklama

Temat ten chodzi za mną już od dłuższego czasu, ale z różnych powodów nie mogłam zabrać się za pisanie. Z racji wykonywanego zawodu i tematów, wśród których na co dzień przyszło mi się obracać (social media, marketing, public relations…) czytam dużo tematycznych portali, artykułów, gazet, blogów. Obserwuję, czasem komentuję, czasem siedzę cicho. Przeżywam, często się wkurzam się, czasem mam to gdzieś. Tematy doli i niedoli związanych z pracą w tej branży zapewne będę czasami poruszać, tym razem jednak chcę skupić się na jednym z obszarów – marketingu szeptanym. [to się teraz trochę powkurzam…]

Osoby, które pierwszy raz spotykają się z pojęciem marketingu szeptanego, odsyłam by pogrzebać tutaj. Jeśli miałabym podać definicję pojęcia – miałabym z tym spory problem. I właśnie o tym będzie ten wpis.

Weźmy prosty przykład z życia wzięty. Siedzimy u znajomych, którzy właśnie poczęstowali nas deserem ‚niebowgębie’. I co? Chcemy przepis, oczywiście, że chcemy przepis. Ktoś poleca nam więc coś, co jest sprawdzone i dobre. I tak to coś idzie dalej w świat – następnym razem w innym gronie to my błyśniemy kulinarnym talentem częstując swoich znajomych wypróbowanym nowym przepisem, a oni będą błagali nas o recepturę, którą przy odrobinie dobroci serca podamy. I tak dalej.

Bywa, że spotykam się w gronie babskim, rozmawiamy na przeróżne tematy. Bywa też, że dotykamy tematów typowo kobiecych – obgadując cudowne specyfiki, które pozwoliły nam stać się jeszcze piękniejszymi niż jesteśmy bez nich;) Dla potrzeb zobrazowania trochę spłaszczę – sprowadza się to do tego, że jeśli bliska znajoma sprawdzi jakiś produkt i poleci go drugiej – stawiam na 99%, że ta w ciągu najbliższych 7 dni poleci do sklepu i takowy zakupi, by przetestować go na swojej skórze/włosach/paznokciach/etc. I to dla mnie jest wiarygodny i w pełni zrozumiały marketing szeptany. Wypróbowałam coś, sprawdziło się, mogę polecić dalej. Nic z tego nie mam, poza satysfakcją z upiększenia przyjaciółki [:)] i spełnioną misją, że oto wieść o dobrym produkcie pójdzie w świat [przykład kosmetyków podany dla zobrazowania, tak na prawdę ująć tu można dosłownie wszystko od wyposażenia wnętrz, po sposób ćwiczeń, odżywiania się, modę, lifestyle, ostatnio obejrzane filmy czy przeczytane książki, w skrócie – wszystko to, co osoby zaufane o podobnych upodobaniach nam polecą i przekonają, że na prawdę warto po to sięgnąć].

Kiedy chcemy kupić nowy komputer, często sięgamy po jedną z kilku opcji. Jesli nie znamy się na tym sami na tyle, by zadecydować na jaki sprzęt warto wydać ciężko zarobione pieniądze, często sięgamy po opinię innych ludzi: 1) znajomego, o którym wiemy, że się na tym zna 2) opinie w Internecie/rankingi recenzje. Która z tych dwóch opcji jest dla Was bardziej wartościowa? Strzelam, że jednak pierwsza – opinia osoby, którą znacie i której wierzycie. I to dla mnie jest prawdziwa moc marketingu szeptanego. Wierzę komuś, bo sam to przetestował/bo zna się na tym i nikt mu za to co mówi nie zapłacił, by to mówił. Robi to pro bono, bo chce dla mnie jak najlepiej.

Swego czasu miałam okazję przyjrzeć się pracy pewnej agencji… hmmm „public relations”. Taką nazwę przyjęła, choć nie byłabym przekonana czy słusznie (mniejsza o to). Jednym z działań prowadzonych przez nią był właśnie marketing szeptany. Włos się na głowie jeży co się tam wyczyniało. I tu – w pojęciu marketingowym właśnie zaczyna się usługa zwana ‚marketingiem szeptanym’, czyli nic innego jak nawiązanie do opcji 2 w wyżej przeze mnie postawionym dylamacie odnośnie kupna komputera. Dla wszystkich, którzy podjęciem decyzji o zakupie sprawdzają opinie na forach – to nie jest drodzy Państwo do końca tak, że jak przeczytacie 10 opinii „oh ah”  na forum o jakimś produkcie, to on na prawdę jest  taki świetny – choć jest oczywiście taka szansa. Lecz szansa jest też na to, ze firma wykupiła ludzi, którzy te pozytywne opinie o nim piszą. Nie chcę tego oceniać, ale im bardziej z dystansu patrzę na to, gdzie to prowadzi, tym bardziej nie mogę się powstrzymać. Co innego „szeptać” na forach o zbliżającym się evencie/wystawie w danym mieście. Co innego pisać oficjalnie jako sklep o swoich produktach. Ale co innego jednak udawać szczęśliwych użytkowników wychwalających po niebiosa rzeczy, których nigdy na oczy nie widzieli. Nie mówiąc już o skrajnych przypadkach pozytywnych rekomendacji… leków lub lekarzy, a nawet chirurgów plastycznych [sic!], co też się o zgrozo zdarza.

Firmy takie istniały (wyrastając jak grzyby po deszczu zwłaszcza w czasie social media boom), istnieją i istnieć będą (z lepszymi lub gorszymi wynikami finansowymi), moim celem nie jest bynajmniej pogrążenie jakiejkolwiek z nich. Sądzę jednak, że prowadzi to do nikąd. Największą siłą jest marketing szeptany wypływający właśnie z ludzkiej natury kooperacji, relacji, przyjaźni. Jakkolwiek naiwnie to brzmi, sądzę, że jest prawdziwe. ŻADNA marka nie uzyska tak dobrych wyników sprzedażowych jakąkolwiek kampanią, jeśli nie zadba o jakość produktów. A to właśnie ona sprawia, że ludzie sami z siebie, bez potrzeby bycia opłacanym chcą rekomendować produkty swoim znajomym, rodzinie. Powrót do korzeni coraz częściej w modzie. I słusznie.

Agnieszka

Reklamy

No i jestem. Zaczynam swój projekt, który mam nadzieję – uda mi się sukcesywnie realizować i nie poddać się. Od dawna chodziła za mną myśl utworzenia swojego miejsca w tym gąszczu w s z y s t k i e g o [czyt. Internetu]. Z kilkukrotnymi podejściami na koncie, szybko moja motywacja wystawiała do mnie środkowy palec, z różnych mniej lub bardziej niewyjaśnionych powodów. Sytuacje, w których inspirujące, „cudowne i kreatywne pomysły” zaprzątały moją głowę, a nie mogłam ich zrealizować (czyli takie w których: A) nie mam pod ręką nic do ich zanotowania, B) muszę skupić się na innych ważnych rzeczach [praca, nauka], C) terminy do pracy mnie gonią D) zaraz przed zaśnięciem, prawie w półśnie, walcząc z myślami – „dobrze byłoby wstać i zanotować ten pomysł, jutro pewnie zmyje się z resztkami snów… a tam, zapamiętam go!”, rano szczęśliwa i nieświadoma, z pustką w pamięci wiem tylko, że „coś miałam zapamiętać…”).

Czasami poddawałam się jeszcze w przedbiegach bo myśli takie nieuporządkowane, chaotyczne, a przede wszystkim w liczbie (zbyt) mnogiej. W rezultacie moje twórcze podejścia kończyły się fiaskiem i niezdecydowaniem co do spójnej tematyki bloga.

Ale po fali negatywnych myśli nadchodzi fala tych bardziej optymistycznych i ogromna potrzeba własnego miejsca takie jak to. Będzie więc różnorodnie tematycznie. Głównym motywem przejawiającym się we wpisach będą wnętrza – z miłości do nich, niespełnionych zawodowych ciągot. Podróże – z fascynacji i ciekawości Świata. Sztuka, fotografia – bo obserwuję i sama od czasu do czasu sięgnę po aparat, ołówek, pędzel, tusz i inne gadżety. Media, reklama, PR – bo ich kształt jest lustrem społeczeństwa, bo jestem w to mocno wsiąknięta przez pracę. Obserwacje świata, ludzi, społeczeństwa i różnych absurdów z tym związanych – gdyż pewnych rzeczy zrozumieć nie potrafię, a wrodzona chęć do obserwacji i analizowania (+ być może wykształcenie socjologiczne) nie pozwalają mi przejść koło tego obojętnie.

PS: a poza tym, kto powiedział, że mój blog musi być „spójny”!

Habibi Adventures

Adventurous life of an international family

creativita

żyj kreatywnie | pracuj online & podróżuj | rozwijaj swój biznes online

Sparc media

REKLAMA ONLINE, RTB, PROGRAMMATIC BUYING

aga moleda

sketchbook

kobieta pracująca

czyli życie codzienne kobiety torontońskiej na początku XXIw.

Freshome.com

Interior design ideas, home decorating photos and pictures, home design, and contemporary world architecture new for your inspiration.

Love in the City of Lights

memoirs, musings and travels of a hopeful romantic in Paris