Archiwum

Rozwój

…i poszukaj inspirujących ludzi wokół. Zarażanie innych pozytywną energią. Podobno, gdy otaczamy się takimi ludźmi, sami mamy więcej chęci i energii do działania. Powinno być czymś naturalnym, że jeżeli czegoś głęboko pragniemy to dążymy do tego i prędzej czy później to osiągamy, a jednak pod szyldem niespotykanego sukcesu wciąż mówi się o ludziach, którym coś się udało, coś osiągnęli, rozwijają się ‚na swoim’, ich praca jest jednocześnie głęboką pasją itp. A jeśli spróbujemy pomyśleć o tym zdroworozsądkowo – czy nie powinno to być czymś naturalnym?

Często narzekamy, że nasze życie jest do kitu, że nie lubimy swojej pracy, tkwiąc w niej od x lat, nie znosimy tego jak traktuje nas rodzina, pracodawca, mamy marzenia, ale nie wiemy jak zabrać się za ich realizację. Bo przecież pieniądze, kredyt, dziecko, chora ciocia. Wymówki mnożą się jak grzyby po deszczu i w rezultacie na narzekaniu się kończy. Jednak są ludzie, których przykłady pokazują (i których powinno być zdecydowanie więcej!), że jeśli się chce to się po prostu da.

Można spodziewać się na tym blogu nowego cyklu wpisów – rozmów, odpowiedzi ludzi, którzy pod jakimś względem nas inspirują. Na jego wywiady natknęłam się już stosunkowo dawno – szukając wywiadu z jedną ze znanych postaci (bardzo prawdopodobne, że to była Hanna Bakuła, polecam gorąco ten wywiad :) ). Obejrzałam kolejny i kolejny przekonując się o formule programu: wywiady ze znanymi ludźmi prowadzone w kameralnej 20m2 kawalerce. This is good! Czemu nikt wcześniej na to nie wpadł? Może dlatego, że takie pomysły potrzebują odpowiednich ludzi. Jak wszystkie zresztą – każdy wymaga określonych cech u człowieka, by został zrealizowany (z powodzeniem). Dlatego właśnie sami powinniśmy szukać, drążyć i wsłuchiwać się w siebie, żeby znaleźć odpowiednią swoją przestrzeń.

O formule programu, pomyśle opowiada Łukasz Jakóbiak – twórca i realizator programu:

Historia Łukasza od samego początku brzmi ciekawie, i tym, co trzeba mu przyznać, to że uparcie od początku dążył do celu – chciał pracować w telewizji. Telewizja go nie chciała. Powiesił swoje CV w ogromnym formacie billboardu na przeciwko budynku firmy, do której aspirował. Poruszyło machiną, ale to jeszcze nie było to. Później powstał pomysł na program na Youtube. Strzał w dziesiątkę. Telewizja nie chciała jego więc założył swój talk-show. Tyle, że w Internecie. A że sieć rządzi się swoimi prawami i pod wieloma względami przeważa nad telewizją…

Niedawno natknęłam się na wykład motywacyjny prowadzony przez Łukasza. Właściwie zamierzałam o jego pomyśle (i osobie) napisać już jakiś czas temu, ale po tym wykładzie nie czekałam 5 minut. Obejrzyjcie sami.

Również wyznaję zasadę, że jeśli się tylko chce coś bardzo osiągnąć, trzeba bardzo do tego dążyć, a się uda. Ale ponieważ ja jestem dopiero w fazie krystalizowania celów, a Łukasz ten etap (i kilka innych) ma już za sobą, nie omieszkałam spytać go o parę kwestii :)

Agnieszka: Według Ciebie nie ma rzeczy niemożliwych?

Łukasz Jakóbiak: Tak, ale mam na myśli te rzeczy, które z pozoru wydają się niemożliwe. Ograniczenia są w naszej głowie.

A: Jesteś chodzącym przykładem tego, że jeśli nie chcą Cię wpuścić drzwiami wejdziesz oknem ;) Czy według Ciebie ta recepta zawsze ma zastosowanie?

Ł: Trzeba mieć wyczucie, rozum, którym warto się kierować. Wszystko w granicach rozsądku.

A: Tony Gaskins powiedział, że jeśli nie realizujesz własnych marzeń, ktoś zatrudni Cię do spełniania własnych („If you don’t build your dreams, someone will hire you to help build theirs.”). Zgadzasz się z tym?

Ł: Oczywiście. Piękne słowa, ale z drugiej strony co by było, gdyby nagle wszyscy chcieli realizować swoje marzenia?

A: Skąd wziął się pomysł na 20 metrów kwadratowych Łukasza?:) Znam genezę pomysłu – chciałeś pracować w telewizji, telewizja nie chciała Ciebie, więc powstała alternatywa (w której notabene jesteś pionierem). Ktoś pomagał Ci doszlifować pomysł? (na formułę programu itp.)

Ł: Leżałem na materacu, krok po kroku, nitka po nitce. Rozwiązując problemu powstało 20m2. Brak kamer, użyję smartfonów, obecnie nagrywam 3 telefonami Sony Xperia Z, a jakość jest telewizyjna, brak studia, kawalerka, itd. Sam to wymyśliłem. U mnie musi być mało standardowo.

A: I skąd pomysł na 20 wykładów Łukasza? Ktoś na podstawie Twoich upartych dążeń do celów dostrzegł w Tobie dobry materiał na coucha ?:)

Ł: Nie zabrzmi to skromnie, ale sam to dostrzegłem. Zostałem zaproszony na UJ aby opowiedzieć o 20m2 Łukasza. Spotkanie to zakończyło się dużym aplauzem i opiniami, że dodało chęci do życia.

A: Doskonale wiedziałeś, jaki jest Twój cel – pracować w telewizji. W grę wchodziło „już tylko” dobranie odpowiednich środków do osiągnięcia tego celu. Co poradziłbyś ludziom, którzy poszukują tego swojego celu, wiedzą, że tkwią w sytuacji zawodowej niebędącej ich spełnieniem marzeń, dążą do czegoś innego, ale mają problemy ze zdefiniowaniem tego celu?

Ł: Muszą próbować różnych zajęć, aż będą wiedzieli co ich pociąga. Powinni sobie odpowiedzieć na pytanie przy którym z zajęć odpoczywają, a nie pracują. Zamieńmy hobby w pracę 

A; (W odniesieniu do powyższego) Czy według Ciebie są pewne granice, kiedy trzeba odpuścić i spróbować czegoś innego? Kiedy jest (i czy jest) moment, kiedy mówisz „ok, nie wyszło, może faktycznie to nie jest dla mnie”?

Ł: Oczywiście, że są granice, ale je bez problemu wyczuwa się w chwili dojrzewania. Musimy stąpać mocno po ziemi.

A: Wyznaczanie sobie kolejnych celów to Twój sposób na życie? Co roku robisz postanowienia, to skrupulatne plany czy raczej sugerujesz się spontanicznymi impulsami i decyzjami?

Ł: Zauważyłem, że raz w roku wpadam na ciekawy, z mojego punktu widzenia, projekt. Staram się nie gnać, czekam na niego, ale nie ukrywam, że czasem chęć jest szybsza niż ten moment.

A: Jak rodzina reaguje na Twój sposób pracy? W Polsce zwłaszcza starsze pokolenia (np. rodzice, dziadkowie) przyzwyczajeni są do trzymania tzw. „ciepłej posadki”. Nie mówią Ci „Łukasz, daj spokój, znajdź sobie normalną pracę”?:)

Ł: Oczywiście, że nie! Nie mają z tym problemu. Każdemu życzę aby robił to co kocha i mógł się z tego utrzymywać.

A: Kim są Twoje autorytety? Czy są ludzie, na których się wzorujesz, którzy są dla Ciebie przykładem i których bezwzględnie podziwiasz?

Ł: Jestem przerażony tym, że w aktualnym świecie autorytety przestają istnieć. To nie prowadzi do dobrej sytuacji. Dla mnie autorytetem są zasady współżycia z ludźmi.

A: Liderzy, mówcy, guru motywacyjni bardzo często powtarzają, że receptą na sukces jest uczynienie z pasji pracy, by zapomnieć na chwilę o zarabianiu pieniędzy, ale w pełni zaangażować sie w pasje, a pieniądze przyjdą same. Zgodzisz się z tym? Czy szczęściu i pasji jednak trzeba pomóc jeszcze inaczej?

Ł: Tak jak już powiedziałem, zgadzam się w 100%. Nie zmienia to faktu, że szczęściu trzeba pomagać.

A: Jak myślisz dlaczego ludzie często narzekają, że jest im źle, chcą coś zmienić i często na tym się kończy? Boją się wyjść ze swojej strefy komfortu, czy to coś innego?

Ł: Strefa komfortu. Dokładnie tak. Proponuję wszystkim mającym z tym problem aby wstawali 30min wcześniej przez miesiąc.

A: Czy spotkanie ze sławnymi osobami poza studiem, w kameralnej kawalerce bardziej je „uczłowiecza”? Przez to, że występują w mediach często wydają się pewnego rodzaju niedostępnymi ‚posagami’.

Ł: One są ludźmi. My sami robimy z nich posągi.

A: Kto z Twoich gości okazał sie największym zaskoczeniem?

Ł: Bardzo zaskoczyła mnie Krystyna Kofta swoimi odważnymi wypowiedziami. Media rozpisywały się, że powstaje nowa Maria Czubaszek.

[dopisek Agn.: odcinek z Krystyną Koftą można obejrzeć tutaj.]

A: Co byś zmienił w Polakach (wiem, że czasem zadajesz to pytanie gościom, ale nie mogę sama nie spytać)?

Ł: Chciałbym aby każdy zajmował się swoim życiem. Chciałbym aby ludzie nie oceniali innych po jednym incydencie. Każdy ma prawo się gorzej poczuć, być w gorszej formie. Chciałbym aby ludzie rozmawiali, zadawali pytania, a nie atakowali.

A: Zdarza lub zdarzało Ci się budzić rano i myśleć, że to wszystko może nie ma sensu, że chcesz robić coś innego? Jaką masz metodę na ‚automotywację’ w słabszych chwilach?

Ł: Już nie zdarza. Kiedyś zdarzało. Wyobrażam sobie efekt końcowy. Staram się poczuć to co wówczas będę czuł. Wówczas wiem po co to robię.

A: Co robi Łukasz Jakóbiak, gdy nie kręci programu, nie udziela wykładów, wywiadów i nie wysyła maili do potencjalnych gości?:)

Ł: Lata na flyboardzie, chodzi na siłownie, spotyka się z przyjaciółmi, podróżuje, kocha Ibizę. W tym roku odwiedzę ją po raz drugi.

A: Kierujesz się w życiu jakimś mottem?

Ł: Nie ma rzeczy niemożliwych oprócz trzaśnięcia drzwiami obrotowymi

A: Gdzie widzisz siebie za 10 lat? Co chciałbyś robić dalej?

Ł: Robiącego tylko rzeczy, które lubię. W mieszkaniu na wysokim piętrze. Duża, otwarta przestrzeń…

Reklamy

Zdumiewają mnie ludzie, którzy od lat wczesnej młodości wiedzą co chcą robić w życiu i ich droga zawodowa to prosta linia zmierzająca do ściśle określonego celu. Ja – osoba cechująca się raczej życiowym niezdecydowaniem obrałam pewien kierunek, któremu poświęciłam lata swojej edukacji i pierwsze lata pracy, wciąż jednak nie będąc pewna, czy aby na pewno stąpam po gruncie mnie przeznaczonym. Dylematy zawodowe zaprzątają moją głowę w coraz bardziej nasilającym się stopniu już od dłuższego czasu. Rozdarcie wewnętrzne pragnące znaleźć spełnienie w dziedzinie, której będę pewna. Która będzie jednocześnie pasją, czymś m o i m.

Jest tyle różnych sposobów na życie, tyle interesujących dróg zawodowych, że ciężko mi osiąść w jednym miejscu. Ciągle mam ochotę próbować nowych rzeczy, sprawdzać się w nowych sytuacjach. Wierzę głęboko w to, że jeśli to co robimy zawodowo jest jednocześnie naszą pasją, jest to przepis na sukces i spełnienie. Tak też prawią niektórzy znawcy ds. tak zwanego rozwoju zawodowego, sukcesu, motywacji. Niektórzy z nich mówią, że jeśli chce się osiągnąć sukces, powinno się zacząć robić to, co się kocha, nie myśląc za wiele o tym, jak bardzo to będzie opłacalne, ile zysku przyniesie itp. Zaangażowanie, jakie wniesiemy w swoją pasję, prędzej czy później przyciągnie pieniądze. Myślę, że mają dużo racji, choć w wielkim uproszczeniu. W jednym z wykładów na temat rozwoju osobistego, który miałam okazję słuchać ktoś zapytał:
„Gdybyś zupełnie nie musiał myśleć o pieniądzach i mógł pozwolić sobie na robienie tego co chciałbyś najbardziej, tego co kochasz, co by to było?”

I to pytanie, a raczej próba odpowiedzi na nie chodzi mi po głowie od dłuższego czasu. I sprawia, że przewartościowuję sobie w głowie.

Spróbujcie przemyśleć swoją odpowiedź na to pytanie, zastanówcie się jak ta odpowiedź ma się do tego, co faktycznie robicie w życiu.

Agnieszka

fit

Kilka lat temu z werwą i radością chodziłam na wszelkiego rodzaju aerobowe zajęcia fitness. Od klasycznego aerobiku, poprzez step, różne warianty callanetics. Empatyzowałam się z resztą dzielnie ćwiczących dziewcząt, z takim samym zaangażowaniem podskakując w rytm nadany przez prowadzącą. Z podziwem w oczach obserwując ją wymachującą gibko nogami, z przekonaniem, że kiedyś osiągnę podobny poziom. Później było parę zajęć pilatesu, wolniejszych, takich, które dawały skupienie nad każdym ruchem. Wtedy było to dla mnie coś całkiem nowego. Lubiłam to. Potem długo długo nic, jakieś zajęcia spinningu (dla nie wtajemniczonych – porządny wycisk na rowerach stacjonarnych w grupie pod okiem instruktora, który narzuca tempo i decyduje o poziomie trudności odcinków ‚trasy’), które akurat muszę przyznać – świetnie pozwalały wyładować emocje. Często chadzałam na basen i do niedawna – jogę. Ostatnio szukałam jakiegoś kompromisu – zajęcia, które odbywają się blisko domu i pozwolą mi „wyskoczyć” kiedy tylko będę miała ochotę poćwiczyć + modelujące sylwetkę i oczywiście poprawiające kwestie koncentracji, skupienia. To oferowała joga, pilates, tego też szukam teraz. Wysiłku dla ciała i umysłu.

Parę dni temu poszłam (z braku pomysłu na lepsze wykorzystanie wieczornego czasu) na zajęcia pod dumną nazwą „Kardio odchudzanie + brzuch”. Poczułam się tak jak wtedy na studiach fikając aerobikowe figury próbując nadążyć za rytmem reszty i układem choreograficznym narzuconym przez instruktorkę. Z tą różnicą, że tym razem czułam się w tym wszystkim jakoś… idiotycznie. Prowadząca zajęcia z ogniem w oczach i w strumieniach potu dyktowała dalsze partie układu, próbując przekrzyczeć łomoczącą dynamicznie muzykę, nadającą tempo nie do utrzymania. „Bliżej do ziemi, do ziemi mówię!!” – krzyczała gdy nasze przysiady nie były zbytnio satysfakcjonujące dla niej.

Gdyby nie późniejsze 2 dniowe zakwasy (mimo, że jestem całkiem nieźle rozruszana), nie poczułabym żadnego wpływu tychże zajęć. Dały po dupie i o to chodziło, ale na tą chwilę doszłam do momentu, gdzie potrzeba mi czegoś ‚więcej’. Mentalnego resetu, ćwiczeń, które pozwolą na wycisk ten umysłowy również, gdzie skupiam się na oddechu, koncentracji połączonej z wysiłkiem. Nie wykluczam, że czasem pójdę na tego rodzaju odmóżdżający wycisk (moje ciało będzie mi wdzięczne), ale nie przestanę szukać dobrych zajęć, które pozwolą mi popracować nie tylko nad fizycznymi aspektami.

Agnieszka

Co roku robię listę postanowień noworocznych. Właściwie na początku już sprostuję – nie nazywam tego postanowieniami, jest to dla mnie lista rzeczy, które chciałabym w danym roku osiągnąć i na których realizacji chcę się skupić. Jest to dla mnie ważny moment w roku. Właściwie nie ma wielkiego znaczenia fakt, że za moment ten obieram rozpoczęcie nowego roku, ale prawdopodobnie poprzez wpojone przez lata przekonanie, że nowy rok jest dobrą okazją na zmiany, postanowiłam iść z prądem.

To nie jest tak, że w ciągu roku pieczołowicie trzymam się listy i realizuję punkt po punkcie. Wręcz przeciwnie – mam świadomość zapisanych punktów, ale trzymam ją raczej w metaforycznym ‚tyle głowy’, nie noszę przy sobie jako wskazówkę czego się trzymać. Po co to robię? Po roku, gdy zasiadam do sporządzania nowej listy, zerkam na zeszłoroczną i weryfikuję – co z moich priorytetów się zrealizowało, które z życzeń zupełnie zaniechałam, a które przeszły metamorfozę i ewoluowały w inne dążenia (tak też się zdarza, tworząc taką listę nie narzucam sobie z góry „tak będzie wyglądał mój rok”, dopuszczam, że wszystko może się zmienić, wywrócić do góry nogami, że moje postanowienia mogą przybrać nową drogę). Starych list nie wyrzucam, lecz kolekcjonuję. Za 10 lat dobrze będzie usiąść i przeczytać, co było dla mnie ważne w danym okresie życia. O takich rzeczach często przecież zapominamy.

Po co to wszystko? Jestem osobą, która wciąż potrzebuje stawiać sobie nowe cele i dążyć do ich realizacji. Brzmi to nieco górnolotnie, ale nie chodzi o wielkie cele, przenoszenie gór, ale też te małe, codzienne. Narzucenie sobie jakiejś dyscypliny w dążeniu do czegoś. Dzięki temu mały postęp w ich realizacji budzi moją radość i dumę z siebie samej i powoduje, że „nie odpuszczam”. Być może niektórym takie życie zupełnie nie odpowiada, wolą święty spokój. Nie krytykuję tego, uważam, że jeśli ktoś jest szczęśliwy w tym co robi (lub w tym co nie-robi) i jak żyje, jest to jak najbardziej ok.

Po studiach przekonałam się, że moje życie bez małych ‚wyzwań’ nie ma sensu. Od kiedy pamiętam, zawsze miałam jakiś punkt, do którego dążyłam. Kiedyś chciałam nauczyć się fotografii, potem zebrać pieniądze na własny aparat. Chodziłam na warsztaty, na aparat zarabiałam korepetycjami z angielskiego. Potem studia i wszystko, by nauczyły mnie zawodu związanego z reklamą, PR. Mniej skupiałam się na teoretycznym aspekcie studiów, bardziej na praktyce, by po studiach znaleźć się w dobrej pozycji zawodowej, z paroletnim stażem pracy na koncie. Wakacje spędzałam na bezpłatnych stażach. Szybko chciałam uniezależnić się finansowo, na pierwsze prawdziwe wakacje w babskim gronie pojechałam za własne pieniądze, zarobione podczas letniej pracy. Za wszelką cenę chciałam uniknąć ‚efektu studenta’, czyli pośpiesznego szukania pracy pod presją, z dyplomem (albo dwoma), ale bez żadnego doświadczenia. Nasłuchałam się o takich przypadkach i sama postanowiłam nie powielać wzorca. Udało się. Wszystko pięknie, cel po celu, skrupulatnie realizowałam swój pieczołowity plan – drogę do samodzielności.

Po skończeniu studiów natknęłam się jednak na inną ścianę – uporałam się z obroną, odebrałam dyplom, miałam dobrą pracę, a ponieważ ostatnie miesiące studiów schodziły mi na mozolnym pisaniu pracy magisterskiej po godzinach pracy, nie było miejsca na realizację pobocznych celów, przyjemnostek, dążeń. Marzyłam o czasie tylko dla siebie. Po studiach nagle okazało się, że cel został osiągnięty i można odpocząć. Odpocząć? O tym myślałam przez ostatnie miesiące, wielokrotnie bliska wyrzucenia komputera przez okno, podczas wypocin nad magisterką. A tu nagle okazało się, że na odpoczynek wystarczył mi tydzień i szybko zaczęło brakować mi kolejnego celu! Obrona pracy magisterskiej odbyła się w listopadzie. Cały grudzień zleciał mi na rozmyślaniu – co dalej. Nie miałam pomysłu na kolejne cele, co było dla mnie równoznaczne z katastrofą. Z końcówką roku jednak w głowie zakiełkowało parę nowych pomysłów.

Nie będę tu zdradzać listy moich celów, ale chciałam skupić się na pewnym postanowieniu, które często na liście kobiecej się pojawia. „Schudnę” „Zacznę uprawiać sport” „Będę zdrowo się odżywiać”- znamy to chyba wszystkie. Podobne cele miały miejsce na mojej liście od kiedy pamiętam. Zazwyczaj punkt ten przechodził jako farsa na następny rok. Za każdym razem z tym samym nastawieniem – nie udało mi się wcześniej, czemu teraz miało by się udać? Tak myślałam, póki nie zdałam sobie sprawy z prawdziwego znaczenia tego postanowienia zakamuflowanego pod tymi słowami. Tak na prawdę nie chodzi tylko o wagę. Nawet nie chodzi tylko o wysmuklenie, samo „uprawianie sportu”, czy zdrowsze żywienie. Nie to jest celem końcowym. To, w jakim stanie jest nasze ciało jest odzwierciedleniem naszej psychiki. Ta z kolei lepiej funkcjonuje, jeśli nasze ciało jest przez nas kochane. A kochane jest wtedy, kiedy dobrze się w nim czujemy. To jak samonapędzająca się maszyna. Świetnie ujęła temat cielesności w ostatnim wpisie Anna na Prosty blog.

O tym, co sprawiło, że w końcu postanowiłam wziąć tyłek w troki i zabrać się za siebie w innym wpisie. Często gdzieś w naszej głowie jest chęć zmiany naszego ciała, które nie do końca nam odpowiada (z przeróżnych względów). Zazwyczaj spychamy te myśli, z wrodzonej skromności, dlatego, „bo są ważniejsze sprawy”, bo skupianie się na ciele „bywa uważane za próżne”… Wymieniać powody, które dają nam usprawiedliwienie na odpuszczenie tematu, mogłabym wymieniać do rana. Apeluję o nieodpuszczanie. „Prawdziwa wartość tkwi wewnątrz człowieka” – ktoś powie. Oczywiście, podpisuję się pod tym. Ale czy nasze ciało, a to co mamy w środku to na prawdę dwie różne sfery, nie mające ze sobą nic wspólnego? Według mnie jest zupełnie przeciwnie. Nasze ciało komunikuje się z naszą psychiką. Wysyła do niej sygnały – czego potrzebujemy, czego się boimy. Cielesne objawy nie są objawami samymi w sobie. Sygnalizują coś, co wypływa ze środka. Jeśli jesteśmy chorzy, czujemy objawy cielesne. Bywa tak, że pozornie nic nam nie dolega, ale nasze ciało jest w kiepskiej kondycji, dając do zrozumienia, że tryb życia jaki prowadzimy nie jest dla nas najlepszy. Ciało jest naszą mapą, drogowskazem, dlatego warto pracować nad umiejętnością wysłuchania go. Dzięki temu słuchamy siebie, lepiej rozumiemy własne potrzeby.

Z doświadczenia wiem, że zmobilizowanie się, oprócz dzikiej satysfakcji, daje zwyczajny fun. Widzę jak zmienia się moje ciało i to jest dla mnie wyznacznikiem energii i pracy poświęconej w realizację danego celu. Sprawia, że czuję się silniejsza psychicznie – nie tylko dlatego, że według mnie wyglądam lepiej, ale również dlatego, że mogę być z siebie dumna – postanowiłam sobie coś, co sukcesywnie realizuję. Dążę do celu, nie osiadam na laurach, nie potrzebuję wymówek, by przerzucić n-ty już raz niezrealizowany punkt z listy postanowień na kolejny rok z nadzieją, że może tym razem się uda. Praca nad ciałem jest również pracą nad psychiką i własnymi słabościami.

Ktoś kiedyś powiedział „Nie rezygnuj z celu, gdy osiągnięcie go wymaga czasu…czas i tak upłynie.” To zdanie stało się niedawno moim mottem, które staram się stosować w każdej sferze życia. Nigdy nie byłam wytrwała, jeśli nie mogłam mieć czegoś już lub w najbliższej przyszłości – szybko się poddawałam. Dalej z tym walczę. Nad tym właśnie chcę pracować. Moje postanowienia tegoroczne w większości wymagają czasu i wytrwałości.

PS. Ten wpis miał być o wiele krótszy ;)

Agnieszka

Habibi Adventures

Adventurous life of an international family

creativita

żyj kreatywnie | pracuj online & podróżuj | rozwijaj swój biznes online

Sparc media

REKLAMA ONLINE, RTB, PROGRAMMATIC BUYING

aga moleda

sketchbook

kobieta pracująca

czyli życie codzienne kobiety torontońskiej na początku XXIw.

Freshome.com

Interior design ideas, home decorating photos and pictures, home design, and contemporary world architecture new for your inspiration.

Love in the City of Lights

memoirs, musings and travels of a hopeful romantic in Paris